esejepg.pl

Eseje Paula Grahama przetłumaczone na język polski.

Dobra i zła prokrastynacja

Oryginał: Good and Bad Procrastination, Grudzień 2005
Tłumaczenie: Joanna Kmiecik Styczeń 2013
Korekta: Jacek "TeMPOraL" Złydach

Najbardziej imponujący ludzie, jakich znam, są okropnymi prokrastynatorami. Czy więc mogłoby tak być, że prokrastynacja nie jest zawsze zła?

Większość ludzi, którzy piszą o prokrastynacji, pisze jak ją wyleczyć. Ale mówiąc wprost, to jest niemożliwe. Jest nieskończona ilość rzeczy, które mógłbyś robić. Nie ważne nad czym pracujesz, nie pracujesz nad wszystkim innym. Pytaniem nie jest więc jak uniknąć prokrastynacji, ale jak dobrze prokrastynować.

Istnieją trzy warianty prokrastynacji, w zależności od tego, co robisz zamiast nad czymś pracować: możesz pracować nad (a) niczym, (b) czymś mniej istotnym, albo (c) czymś bardziej istotnym. Uważam, że ostatni typ jest dobrą prokrastynacją.

To jest ten „profesor o nieobecnym umyśle”, który zapomina się ogolić, jeść, albo nawet patrzeć gdzie idzie, kiedy myśli nad jakimś interesującym pytaniem. Jego umysł jest nieobecny w codziennym świecie, ponieważ ciężko pracuje w innym.

W tym sensie najbardziej imponujący ludzie, jakich znam, są wszyscy prokrastynatorami. Są prokrastynatorami typu C: odkładają pracę nad małymi rzeczami, aby pracować nad dużymi.

Czym są “małe rzeczy”? W przybliżeniu; praca, która ma zerową szansę na bycie wspomnianą w twoim nekrologu. Ciężko powiedzieć w tym momencie, co się okaże twoją najlepszą pracą (czy będzie to magnum opus dotyczące architektury sumeryjskich świątyń, czy thriller detektywistyczny napisany pod pseudonimem?), ale jest cały zbiór zadań, które łatwo możesz wykluczyć: golenie się, robienie prania, sprzątanie domu, pisanie kartek z podziękowaniami – cokolwiek, co może być nazwane obowiązkami.

Dobra prokrastynacja to unikanie obowiązków, aby robić prawdziwą pracę.

Przynajmniej w pewnym znaczeniu dobra. Ludzie, którzy chcą abyś wypełniał obowiązki nie będą uważali jej za dobrą. Ale prawdopodobnie musisz ich drażnić, jeśli chcesz cokolwiek zrobić. Ludzie, który wydają się być najłagodniejsi, jeśli chcą pracować nad czymś prawdziwym, wszyscy są w pewnym stopniu bezwzględni, kiedy chodzi o unikanie obowiązków.

Niektóre obowiązki, jak odpisywanie na listy, znikają jeśli je ignorujesz (możliwe, że zabierając ze sobą przyjaciół). Inne jak koszenie trawy, wypełnianie formularzy podatkowych, stają się tylko gorsze, jeśli odkładasz je na później. W zasadzie, to nie powinno tak działać, żebyś odkładał na później obowiązki drugiego typu. W końcu będziesz musiał to zrobić, cokolwiek to jest. Czemu by nie (jak zawsze głoszą monity z przypomnieniem o zaległościach) zrobić tego teraz?

Powodem, dla którego opłaca się odkładać na później te obowiązki, jest to, że prawdziwa praca potrzebuje dwóch rzeczy, których obowiązki nie wymagają: wielkich kawałków czasu i odpowiedniego nastroju. Jeśli zostajesz zainspirowany jakimś projektem, odpuszczenie na kilka dni wszystkiego co miałeś zrobić by zamiast tego nad nim popracować może być sumarycznie korzystne. Tak, te obowiązki będą kosztować cię więcej, kiedy w końcu się za nie zabierzesz. Ale jeśli zrobisz wiele podczas tych paru dni, sumarycznie będziesz bardziej produktywny.

Zasadniczo to może nie być różnica w stopniu, ale w rodzaju. Mogą istnieć typy prac, które da się wykonać tylko w długich, niezakłócanych odcinkach, kiedy pojawia się inspiracja, zamiast posłusznie w zaplanowanych małych kawałkach. Empirycznie wydaje się, że tak jest. Kiedy myślę o ludziach, których znam, którzy dokonali wspaniałych rzeczy, nie wyobrażam ich sobie posłusznie skreślających pozycje z listy rzeczy do zrobienia. Wyobrażam sobie ich wymykających się, żeby pracować nad jakimś nowym pomysłem.

I odwrotnie, zmuszanie kogoś do wykonywania obowiązków synchronicznie jest ograniczaniem jego produktywności. Kosztem zakłócania pracy nie jest tylko czas, który to zajmuje, ale to, że dzieli to czas po obu stronach na pół. Prawdopodobnie musisz przeszkodzić komuś tylko parę razy w ciągu dnia, zanim stanie się on zupełnie niezdolny do pracy nad trudnymi problemami.

Dużo się zastanawiałem nad tym dlaczego startupy są najbardziej produktywne na samym początku, kiedy składają się tylko z paru facetów na mieszkaniu. Głównym powodem może być to, że nikt im wtedy jeszcze nie przeszkadza. W teorii dobrze jest, kiedy założyciele w końcu zdobędą wystarczająco pieniędzy, aby móc zatrudnić ludzi, żeby robili część pracy za nich. Ale może lepiej być przepracowanym niż zakłócanym. Kiedy już osłabisz startup za pomocą zwyczajnych pracowników biurowych – prokrastynatorów typu B – cała firma zaczyna rezonować na ich częstotliwości. Są napędzani przez zakłócenia, i szybko to samo dzieje się z tobą.

Obowiązki są tak efektywne w zabijaniu świetnych projektów, że wielu ludzi używa ich dla tego celu. Na przykład ktoś, kto zdecydował, że chce napisać powieść nagle odkryje, że dom wymaga sprzątania. Osoby, którym nie udaje się napisać powieści nie doznają porażki przez siedzenie całymi dniami przed pustymi stronami bez napisania czegokolwiek. Robią to, dlatego, że karmią kota, idą kupić coś, co potrzebują do mieszkania, spotykając się na kawie z przyjacielem, sprawdzają pocztę. „Nie mam czasu pracować” – mówią. I nie mają; dobrze o to zadbali.

(Jest także wariant, kiedy ktoś nie ma gdzie pracować. Lekarstwem jest odwiedzanie miejsc, gdzie pracowali sławni ludzie i zobaczenie jak im było niewygodnie.)

Używałem tych wymówek tego czy innego razu. Nauczyłem się wielu trików na zapędzanie się do pracy przez ostatnie 20 lat, ale nawet teraz nie zawsze wygrywam. W niektóre dni, wykonuję prawdziwą pracę. Inne dni są zjadane przez obowiązki. I wiem, że to przeważnie moja wina: pozwalam obowiązkom zjadać dzień, żeby uniknąć konfrontacji z ciężkim problemem.

Najniebezpieczniejszą formą prokrastynacji, jest nieuświadomiona prokrastynacja typu B, ponieważ nie wydaje się prokrastynacją. „Robisz rzeczy”; po prostu nie te, co trzeba.

Jakakolwiek rada odnośnie prokrastynacji, która koncentruje się na skreślaniu spraw z listy rzeczy do zrobienia jest nie tylko niekompletna, ale stanowczo wprowadza w błąd, jeśli nie rozważa możliwości, że lista rzeczy do zrobienia jest sama w sobie formą prokrastynacji typu B. W zasadzie, możliwość jest za słabym słowem. Praktycznie u każdego taka lista nią jest. Jeśli nie pracujesz nad największymi rzeczami, nad którymi mógłbyś pracować, jesteś prokrastynatorem typu B, niezależnie od tego ile uda ci się zrobić.

W swoim sławnym eseju „Ty i Twoje Badania” (który polecam każdej ambitnej osobie, bez względu nad czym teraz pracuje), Richard Hamming sugeruje, żeby zadać sobie trzy pytania:

  1. Jakie są najważniejsze problemy w twojej dziedzinie?

  2. Czy pracujesz nad jednym z nich?

  3. Dlaczego nie?

Hamming był w Bell Labs, kiedy zaczął zadawać takie pytania. W zasadzie tam każdy powinien być w stanie pracować nad najważniejszymi problemami w swojej dziedzinie. Możliwe, ze nie każdy może zostawić równie dramatyczny ślad na świecie; nie wiem; ale jakiekolwiek są twoje możliwości, są projekty, które je rozciągają. Ćwiczenie Hamminga może być więc zgeneralizowane do:

Jaka jest najlepsza rzecz nad którą mógłbyś pracować i dlaczego tego nie robisz?

Większość ludzi będzie próbowała umknąć przed tym pytaniem. Sam przed nim uciekam; widzę je na tej stronie i szybko przesuwam się do kolejnego zdania. Hamming zwykł przechadzać się i zadawać ludziom to pytanie, i to nie uczyniło go popularnym. Ale to jest pytanie, z którym każda ambitna osoba powinna się zmierzyć.

Problemem jest, że możesz skończyć łapiąc wielką rybę na tą przynętę. Żeby wykonywać dobrą pracę musisz robić więcej niż tylko znajdywać dobre projekty. Kiedy już je znajdziesz, musisz zmusić się do pracy nad nimi i to może być ciężkie. Im większy jest problem, tym ciężej jest zmusić się do pracy nad nim.

Oczywiście, głównym powodem, dla którego ludzie dochodzą do wniosku, że ciężko jest pracować nad konkretnym problemem, jest to, że nie sprawia im to przyjemności. Szczególnie kiedy jesteś młody, często odkrywasz, że pracujesz nad rzeczami, których tak na prawdę nie lubisz – ponieważ to wydaje się imponujące, na przykład, albo zostałeś przypisany do pracy nad tym. Większość absolwentów studiów I stopnia są w potrzasku pracując nad wielkimi problemami, których tak na prawdę nie lubią, i dlatego studia I stopnia są synonimem prokrastynacji.

Ale nawet kiedy lubisz to, nad czym pracujesz, łatwiej jest zmusić się do pracowania nad małymi problemami niż nad tymi większymi. Dlaczego? Dlaczego tak trudno jest pracować nad dużymi problemami? Jednym z powodów może być to, że nie zostaniesz wynagrodzony w przewidywanej przyszłości. Jeśli pracujesz nad czymś, co możesz skończyć w dzień czy dwa, możesz oczekiwać miłego uczucia osiągnięcia czegoś całkiem szybko. Jeśli nagroda jest nieokreślenie daleko w przyszłości, to wydaje się mniej realne.

Kolejnym powodem dla którego ludzie nie pracują nad wielkimi projektami jest, ironicznie, lęk przed stratą czasu. Co jeśli im się nie uda? Wtedy cały czas, który nad tym spędzili zostanie zmarnowany. (W zasadzie, prawdopodobnie nie będzie, ponieważ praca nad ciężkimi problemami prawie zawsze dokądś prowadzi.)

Ale kłopot z dużymi problemami nie jest tylko taki, że nie obiecują one natychmiastowej nagrody albo, że mogą spowodować, iż stracisz mnóstwo czasu. Gdyby to było wszystko, nie byłyby gorsze niż odwiedzanie swoich teściów. Jest w tym coś więcej. Wielkie problemy są przerażające. Konfrontacja z nimi sprawia niemal fizyczny ból. Przypomina to odkurzacz przyssany do twojej wyobraźni. Wszystkie twoje początkowe pomysły zostają natychmiastowo wyssane i nie masz już żadnych, a mimo tego odkurzacz wciąż ssie.

Nie możesz patrzeć dużym problemom w oczy zbyt bezpośrednio. Musisz podejść do nich nieco ukośnie. Ale musisz przybrać odpowiedni kąt: musisz zmierzyć się z wielkim problemem na tyle bezpośrednio, żeby złapać trochę podekscytowania promieniującego z niego, ale nie tyle, żeby cię sparaliżował. Możesz zawężać kąt, kiedy już rozpoczniesz pracę, tak jak żeglarz może żeglować bliżej wiatru, kiedy już zacznie płynąć.

Jeśli chcesz pracować nad dużymi rzeczami, musisz za pomocą triku wkręcić się w robienie tego. Musisz pracować nad małymi rzeczami, które mogą zmienić się w duże, albo pracować nad sukcesywnie większymi rzeczami, albo podzielić moralne obciążenie ze współpracownikami. Poleganie na takich trikach nie jest oznaką słabości. Najlepsza praca została dokonana w taki sposób.

Kiedy rozmawiam z ludźmi, którym udało się sprawić, że zaczęli pracować nad dużymi rzeczami, okazuje się, że wszyscy olewają obowiązki i czują się z tego powodu winni. Nie uważam, że powinni czuć się winni z tego powodu. Jest więcej rzeczy do zrobienia niż ktokolwiek mógłby zrobić. Dla kogoś, ktoś wykonuje najlepszą pracę, niewywiązanie się z wielu obowiązków jest nieuniknione. Złe samopoczucie z tego powodu wydaje się błędem.

Myślę, ze sposobem na „rozwiązanie” problemu prokrastynacji jest pozwolenie rozkoszy na pociąganie cię, zamiast zmuszanie listy rzeczy do zrobienia do popychania cię. Pracuj nad ambitnym projektem, który sprawia ci prawdziwą przyjemność i żegluj tak blisko wiatru jak tylko możesz, a odpowiednie rzeczy pozostawisz niewykonane.

Podziękowania dla: Trevor Blackwell, Jessica Livingston i Robert Morris za czytanie wersji roboczych tego eseju.

Dyskusja

comments powered by Disqus