esejepg.pl

Eseje Paula Grahama przetłumaczone na język polski.

Dwa rodzaje osądów

Oryginał: Two Kinds of Judgement, Kwiecien 2007
Tłumaczenie: Joanna Kmiecik Styczeń 2013
Korekta: Jacek "TeMPOraL" Złydach

Ludzie oceniają cię na dwa różne sposoby. Czasami odpowiednia ocena jest głównym celem. Jednak znacznie popularniejszy jest drugi typ oceniania, który nie kończy się adekwatną oceną. Mamy skłonności do klasyfikowanie wszystkich osądów jako te pierwszego typu. Bylibyśmy prawdopodobnie szczęśliwsi gdybyśmy zdali sobie sprawę z tego, które się do nich zaliczają, a które nie.

Pierwszy typ osądu, ten którego celem jest adekwatna ocena, dotyczy spraw sądowych, ocen na zajęciach i większości konkursów. Takie osądy mogą oczywiście być mylne, ale ze względu na to, że celem jest ocenienie ciebie odpowiednio, przeważnie są jakieś procesy odwoławcze. Jeśli czujesz, że zostałeś źle oceniony, możesz protestować, że zostałeś potraktowany niesprawiedliwie.

Prawie wszystkie osądy dokonane na dzieciach należą do tego typu, więc wcześnie nabieramy nawyku uważania, że wszystkie oceny są takie.

Ale zasadniczo, istnieje druga, o wiele większa grupa osądów, gdzie ocena ciebie stanowi tylko środek do czegoś innego. Ta zawiera przyjęcia na studia T1 T1 Proces przyjęć na studia w USA składa się z dwóch faz – pierwsza zawiera złożenie listu motywacyjnego, referencji od nauczyciela i przewidywanych ocen, na podstawie których uczelnia wystosowuje ofertę lub odrzuca aplikanta. Drugą fazą jest przesłanie wyników egzaminu i potwierdzenie lub anulowanie oferty. przypis tłumacza , zatrudnianie, decyzje inwestycyjne i oczywiście oceny dokonywane podczas randek. Ten rodzaj osądu na prawdę nie dotyczy cię personalnie.

Postaw się na miejscu osoby wybierającej graczy do drużyny narodowej. Załóżmy, dla uproszczenia, że jest to gra bez pozycji i musisz wybrać 20 graczy. Będzie tu parę gwiazd, które zdecydowanie powinny tworzyć drużynę, i wielu którzy oczywiście nie powinni. Jedynymi wypadkami, w których twoja ocena robi różnicę są przypadki pograniczne. Załóżmy, że dałeś ciała i zaniżyłeś ocenę dwudziestego najlepszego gracza, powodując, że nie wszedł on w skład drużyny, a jego miejsce zajął dwudziesty pierwszy najlepszy. Wciąż wybrałeś dobrą drużynę. Jeśli gracze mają standardowy rozkład zdolności, dwudziesty pierwszy najlepszy gracz będzie tylko odrobinę gorszy od dwudziestego najlepszego gracza. Prawdopodobnie różnica pomiędzy nimi będzie mniejsza niż błąd pomiarowy.

Dwudziesty najlepszy gracz może czuć, że został źle oceniony. Ale twoim celem nie było zapewnienie serwisu szacującego ludzkie zdolności. Było nim wybranie grupy i jeśli różnica pomiędzy dwudziestym a dwudziestym pierwszym najlepszym graczem jest mniejsza niż błąd pomiarowy, wciąż zrobiłeś to optymalnie.

Fałszywą analogią jest nawet używanie słowa niesprawiedliwy do opisania takiego rodzaju złej oceny. Zamierzeniem nie jest wykonanie odpowiedniego oszacowania dowolnej osoby, ale wybranie sensownie optymalnego składu.

Jedną rzeczą, która sprowadza nas na manowce jest to, że wybierający wydaje się posiadać władzę. To sprawia, że wydaje się on sędzią. Jeśli odbierasz kogoś, kto cię ocenia jako klienta, nie sędziego, oczekiwanie sprawiedliwości ustępuje. Autor dobrej książki nie narzekałby, że czytelnicy byli niesprawiedliwi preferując dzieło na niskim poziomie z pikantną okładką. Głupi, być może, ale nie niesprawiedliwi.

Nasz wczesny trening i egocentryzm łączą się, sprawiając, że wierzymy, że każda ocena nas dotyczy. Zasadniczo w większości przypadków tak nie jest. To jest rzadki przypadek, w którym bycie mniej egocentrycznym dodaje ludziom pewności siebie. Kiedy uświadomisz sobie jak mało osoby, które Cię oceniają dbają o to, żeby ocenić cię odpowiednio – kiedy sobie uświadomisz, że z powodu normalnego rozkładu większości pul aplikantów, najmniejsze znaczenie ma adekwatna ocena w dokładnie tych przypadkach, gdzie ocena ma największy efekt – nie będziesz brał odrzucenia tak osobiście.

I dość ciekawie, przyjmowanie odrzucenia mniej osobiście może pomóc ci rzadziej być odrzucanym. Jeśli myślisz, że ktoś, kto cię ocenia będzie ciężko pracował, żeby ocenić cię odpowiednio, możesz pozwolić sobie na bycie pasywnym. Ale im bardziej uświadomisz sobie, że większość osądów jest mocno uzależniona od przypadku, czynników zewnętrznych – że większość ludzi oceniających cię przypomina bardziej osoby kupujące lekkomyślne książki niż mądrych i spostrzegawczych sędziów – im bardziej sobie to uświadomisz, możesz wpływać na wynik.

Dobrym miejscem, żeby zaaplikować tą zasadę są podania na studia. Większość licealistów składając dokumenty na studia robi to z typowym dziecięcym połączeniem poczucia niższości i egocentryzmu: niższości w tym, że zakładają, iż komisje zajmujące się przyjęciami muszą być wszechwidzące; egocentryzmu w tym, że zakładają, że komisjom do spraw przyjęć zależy na nich dość, żeby zagłębić się w ich podaniach i wydedukować czy są dobrzy czy nie. To połączenie sprawia, że aplikanci są pasywni w procesie rekrutacji i czują się zranieni, kiedy zostają odrzuceni. Jeśli osoby składające podania na studia uświadomiłyby sobie jak szybkie i nieosobiste są w większości procesy selekcji, podjęliby więcej wysiłku, żeby się sprzedać i odebraliby wynik mniej osobiście.

Dyskusja

comments powered by Disqus